Ronda– miasto zawieszone na dwóch wzniesieniach przedzielonych imponującą przepaścią – El Tajo. W czasie spaceru zobaczyliśmy przepiękny park, kolegiatę Najświętszej Marii Panny, starówkę, dom Juana de Bosco, XVIII-wieczny most Puente Nuevo łączący dwie części miasta oraz z zewnątrz arenę do walki z bykami ..
Rondę zaczęliśmy zwiedzać od bardzo malowniczego parku Mirador de Ronda. W tym gorącym terenie takie parki do zbawienie dla mieszkańców. Dają przyjemny cień i nieco orzeźwienia, gdy są na wzgórzu. Do tego stąd jest spektakularny widok.




Widok z Casa Museo don Bosco



Oczywiście i tutaj jest corrida i pomniki torreadorów. To wciąż bardzo prężny biznes w Hiszpanii, mimo wszystkich protestów obrońców zwierząt.


W ten zaułek niestety nie mieliśmy czasu wejść, a szkoda. Może następnym razem:)

A tutaj widoki, z którego Ronda słynie. Most Ponte Viejo z XVI wieku, nad przepaścią, łączy dwie strony miasta.




Niewiele było w Rondzie czasu, na szczęście po sezonie nie było tłumów i przyjemnie się spacerowało w wolnym czasie.









Z Rondy ruszyliśmy na nocleg w okolice Gibraltaru. W przeciwieństwie do Malagi i Rondy okazał się on miastem, do którego nie warto wracać. Ba, można wręcz żałować spędzonego tam czasu. Czuć, że rządzą tu Brytyjczycy. Tak to miasto byle jak wygląda i tak samo beznadziejne jest jedzenie jak w Anglii. Wiec Gibraltar to taki wrzód na dupie, przepraszam, mapie Hiszpanii.