W czym tkwi fenomen fotografii analogowej?
Mimo zaawansowania nowoczesnych aparatów cyfrowych wciąż jest spore zainteresowanie fotografią analogową, mimo że nie mamy do czynienia tutaj z wiernym odwzorowaniem rzeczywistości czy też biciem rekordów rozdzielczości uzyskanych fotografii.
Dostępne obecnie oprogramowanie do edycji zdjęć umożliwia uzyskanie efektów analogowych z plików cyfrowych, nie jesteśmy zatem skazani na wykorzystywanie analogowych filmów, których dostępność czy też ceny mogą okazać się przeszkodą.
Proces analogowy obecnie jest sprowadzany tylko do założenia filmu do aparatu. Obecnie rzadko kiedy decydujemy się na samodzielne wywoływanie filmu i w dalszej kolejności odbitek w ciemni. To, co dzisiaj nazywane jest fotografią analogową, określiłbym jako hybryda analogowo-cyfrowa. Bowiem znaczna część fotografujących oddaje film do labu, otrzymując skany z negatywu. Nie ma to za wiele wspólnego z prawdziwą fotografią analogową, gdzie zrobienie zdjęć było dopiero początkiem procesu.
Odnoszę więc wrażenie, że określenie „robię analogiem” przyjęło dziś trochę hipsterski wymiar, gdzie fotografujący dają wyraz otoczeniu robienia czegoś „więcej, bardziej” niż to, co mogliby robić cyfrowo.
Oczywiście, każdy może bawić się jak chce, jeśli faktycznie sprawia mu to przyjemność i doznaje spełnienia w ograniczeniach jakie powoduje fotografia analogowa. Jeśli jednak zostawimy ideologię i hype za sobą, jesteśmy w stanie korzystać z dobrodziejstw nowoczesnej cyfry i oprogramowania, tudzież dostępnych LUTów czy presetów, symulacji ziarna z oryginalnych filmów, nie mając ograniczeń analogowej technologii. Jesteśmy w stanie robić zdjęcia na wskroś analogowe, łącznie z niedoskonałościami czy to powodowanymi przez materiał światłoczuły czy to przez wady optyczne szkieł, obecnie określanych mianem vintage lub po prostu „pleśniakami”, korzystając z odpowiedniego programu do edycji.
Modę na analogowy look zdjęć widać w filozofii aparatów X i GFX FUJIFILM. Znajdziemy w nich symulacje, które naśladują obraz z analogowego materiału filmowego. O krok dalej idzie model X-half.
Kilka lat temu na jednym z forów internetowych zadano mi pytanie, na jakim filmie robione były zdjęcia i jakim obiektywem „z analoga”. Oczywiście nie były to zdjęcia z „analoga” a jedynie tak wyglądały. Co tylko utwierdza mnie, że efekt analogowy czy to uzyskany cyfrowo czy też analogowo, może być nie do rozróżnienia, nawet przez stałych bywalców forum fotograficznego.
Wiele zdjęć edytuję tak, aby nie wyglądały „cyfrowo”. Na wydrukach nie podobają mi się zdjęcia idealne, bez ziarna. Nie mają dla mnie uroku. Mam wiele albumów fotograficznych uznanych fotografów i bliższe mi są te, które mają ten analogowy charakter, często nie są doskonałe, bardzo często są to fotografie czarno-białe.
Odpowiadając na postawione pytanie, myślę, że część z nas szuka nie tylko wiernego odwzorowania rzeczywistości, a czegoś więcej lub po prostu innego spojrzenia, niedoskonałości, nieostrości, które powodują, że rzeczywistość ze zdjęcia staje się dla nas po prostu ciekawsza.










