To był dość spontaniczny wyjazd na 4 dni do Nicei, w odwiedziny u mojej dawnej rotariańskiej host-córki Kariny z Meksyku. Spędza teraz rok we Francji, mieszka w Nicei wynajmując pokój u starszej Francuzki, pracuje i uczy się języka, żeby zdać tu na studia magisterskie. Nigdy nie byłam w Nicei, luty to nawet lepszy czas na taki wypad, bo nie ma upałów. Myślałam, że będzie chłodno, ale słońce grzało tak, że można było leżakować na plaży.
Lądowanie byłoby przyjemne, gdyby nie straszny wiatr, samolotem rzucało okrutnie, dziewczynka obok mnie krzyczała na cały glos: Mamo! umieramy! Nie mówiłaś, że turbulencje są takie straszne! Na szczęście wylądowaliśmy bezpiecznie, lotnisko nie jest duże, czekała na mnie Karina, wsiadłyśmy w autobus i dojechałyśmy do przepięknego centrum miasta. 

Zdjęcia z Leica D-Lux8:
To klasyczny widok na Promenadę Anglików z punktu widokowego Point de vue Coiilne de Chateu na wzgórzu nad miastem. Spacer tam – najpierw przez uliczki Nicei, a potem w górę przez park i wodospad, w lutowy słoneczny dzień, w wesołym towarzystwie był naprawdę wspaniały. Z każdej strony parku jest inny widok, każdy równie zachwycający.  







Ktoś pływa! 



Luty to czas karnawałów, również w Nicei. Karina wykupiła nam bilety, żeby zobaczyć pokazy i występy z bliska:






Zdjęcia z Iphone, karnawałowe figury sfotografowałam nocą zaraz po przylocie:



A to widok z okna pokoju, w którym mieszka na co dzień Karina, w starej kamienicy w centrum miasta:

A to zdjęcia w drodze na wzgórze widokowe:






Na targu kwiatowym Marche Aux Fleurs, gdzie zachodziłyśmy każdego dnia można było kupić owoce, pyszne wypieki, kawę, pamiątki, kwiaty. Kręciło się dużo ludzi mimo wczesnej pory, mam sporo filmików, ale zdjęcia było ciężko zrobić sensowne. Ale mimozy były wspaniałe!







A to już wodospad Cascade du Chateau na wzgórzu:








Ten gruby sweter kompletnie nie był potrzebny ani tego dnia ani następnego:)






Krótki odpoczynek i szybkie piwo z widokiem w oczekiwaniu na autobus, którym pojechałyśmy do Villefranche-sul-Mer



To był 20 luty, pięknie i słonecznie, ludzie opalają się i odpoczywają na plaży, niektórzy pływają!



Jest morze, musi być spaghetti alle vongole:) Oczywiście we Włoszech jest lepsze, ale nie narzekałam, w sumie to słoneczny zimowy dzień na południu Francji. Wszędzie kelnerzy byli bardzo mili, albo dlatego, że to czas poza sezonem, albo dlatego że to nie Paryż.

Z powrotem w mieście. To nowy obiekt Biblioteka Louis Nucera



Zachody słońca są wspaniałe w Nicei, niebo wybarwia się na przeróżne kolory, w zależności od pogody. Jest wiele miejsc, gdzie można siedziec i się przygladac.







Nasza kolacja w mieszkaniu:

Słynna cukiernia Maison Auer:








To cudowne miejsce na śniadanie i kawkę albo prosecco wieczorem…Oczywiście Nicea jest droga, ale plażowanie o tej porze roku jest za darmo i korzystają z tego nie tylko mieszkańcy, ale turyści i duża rzesza bezdomnych. 






Kolejka do wejścia do zamknietej strefy karnawałowej:











Po karnawałowym show pora na rose na plaży 🙂 

Szybko nam ten wspólny czas zleciał, zobaczymy się ponownie z Kariną za kilka miesięcy znów we Francji, albo nie wiadomo gdzie:) Do Nicei chciałabym wrocic na kolejne kilka dni, poza sezonem upałów oczywiście, bo wtedy to miasto musi byc trudne do zniesienia.