Z Lizbony do Cascais jedzie się tylko 40 minut pociągiem, bilety są tanie, odjazdy co 20 minut. To idealny pomysł na wyrwanie się z wielkiego zatłoczonego miasta do przepięknego miasteczka nad oceanem. Kiedyś kurort wypoczynkowy arystokratów, teraz miasteczko również dla bogatych, ale każdy turysta znajdzie tu coś dla siebie, nawet nie mając zasobnego portfela. A widoki są oszałamiające.

Zaraz po przyjeździe do Cascais i wyjściu z dworca w lewo w stronę najbliższej plaży jest niewielka plaża, przy niej taras widokowy i bar z napojami:


Deptak przy głównej handlowej ulicy w miasteczku jest naprawdę urokliwy:




Po przejściu przez deptak pełen sklepików wychodzi się na kolejną miejską plażę. Jest listopad, 20 stopni, ludzie grają w piłkę, pływają w morzu…



Miasteczko nie jest duże. Wszędzie można dojść pieszo. Ale mimo powrotu po 19, nie zdążyliśmy zobaczyć domów w miasteczku, utknęliśmy wpatrując się w ocean i zachód słońca.

W drodze do Boca do Inferno jest port, knajpki, latarnia morska i niesamowite widoki.






Przerwa na piwo i zupę rybną oraz kalmarki:)


Ale owoce morza w tej restauracji kusily, oj kusiły.



Pływy z oceanu powodują czasem bardzo duże i szybko pędzące fale tuż przy latarni morskiej, odważni czekają na nie pod mostem obok.


Boca do Inferno – Usta Piekieł, to był cel tego spaceru. A podając za AI: to dramatyczna formacja skalna w klifach Cascais, niedaleko Lizbony, gdzie potężne fale Atlantyku rozbijają się o naturalny łuk i jaskinię, tworząc spektakularne pluski i grzmiące dźwięki, będące popularną atrakcją turystyczną, zwłaszcza podczas sztormów.

Kawałek wcześniej są równie spektakularne jak nie lepsze widokowo miejsca:

Grupa czeka możliwie blisko oceanu na fale, musieli nagle uciekać, ale i tak wszyscy zostali zalani wodą:





Obok Boca do Inferno jest restauracja, w której ponoć jada Ronaldo z rodziną: Mar do Inferno. Tyle o niej słyszałam od znajomych, że absolutnie koniecznie musiałam tam zjeść:) Tanio nie było, ale widoki wspaniałe na fale rozbijające się za oknami.


W drodze powrotnej miasteczko było już pięknie oświetlone.



Przyjazd do Cascais był rewelacyjnym pomysłem, dał oddech po kilku dniach w zatłoczonej i głośnej Lizbonie. Szkoda, że nie było czasu zostać na noc i spędzić tu jeszcze jednego dnia.


Do Lizbony już mi się nie pali kolejny raz przyjeżdżać, ale do Cascais – why not ?