Noc Muzeów to wspaniała inicjatywa. Szczerze mówiąc pierwszy raz udało mi się wziąć w niej udział. Do tej pory byłam gdzieś na wyjeździe albo miałam inne plany. Tym razem mimo deszczowej pogody pojechaliśmy zobaczyć co przygotowali studenci na Akademii Sztuk Pięknych, zajrzeliśmy do budynków Uniwersytetu Warszawskiego, Polskiej Akademii Nauk i Garnizonu Warszawa. Oczywiście było wiele innych ciekawych miejsc otwartych – widzieliśmy ogromne kolejki do Pałacu Belwederskiego czy do Urzędu Rady Ministrów. Nie wystarczyło nam czasu żeby zwiedzić Pałac Kultury czy Zamek Królewski.
Noc Muzeów 2016
Samochód Marszałka Piłsudskiego:
Na Uniwersytecie Warszawskim były świetne animacje świetlne:
Można było wysłać pocztówkę w dowolne miejsce na świecie, byliśmy przygotowani i wypełniliśmy co najmniej 20:)
Na dziedzińcu Akademii Sztuk Pięknych można się było rozgrzać:
Ponoć rok temu wystawa była lepiej przygotowana i ciekawsza. Patrząc na te „dzieła” mam wrażenie że młodzi artyści okrutnie cierpią na ból istnienia…. Może to taka konwencja, ja jednak wolę bardziej optymistyczne przesłania i kolory.
Pizza z metra na Krakowskim Przedmieściu zjedzona przed północą była naprawdę świetna:)
W budynku Polskiej Akademii Nauk można było posłuchać starych piosenek i słuchowisk radiowych.
Te listy były niesamowite! Dowcipne ale pełne szacunku.
A to już Garnizon Warszawa – tylko jedno pomieszczenie było udostępnione i niestety ominęły nas koncerty.
Bardzo lubię Plac Marszałka Piłsudskiego nocą:
Tak na marginesie, to piątek 13 maja spędziliśmy w Krakowie i nawet mieliśmy plan zostać tam na kolejną noc, niestety szyki pokrzyżował nam deszcz. Naprawdę duży i uciążliwy, zwiedzanie nie miało sensu przy takiej pogodzie. A w Warszawie pogoda zapowiadała się zdecydowanie lepsza. Padało, ale nie tak mocno, a ok 21 było już tylko chłodno.
W Krakowie nasz dostawca zorganizował naprawdę elegancką imprezę, z klasą. Piękny wystrój sali w Industrial Resto&Bar przy fabryce Schindlera i Muzeum Sztuki Nowoczesnej, przepyszne jedzenie i absolutnie doskonała muzyka. Nie dopisało tylko nasze grupowe towarzystwo, na które się cieszyliśmy, ale to już ich strata.
Muzyka – najpierw grał zespół jazzowy Fours Collective – byli świetni, szczególnie podobał mi się głos wokalisty. Póżniej Włoch Alberto Amati grał dla nas przez godzinę (tylko) – Polacy uwielbiają włoskie przeboje, a Alberto śpiewa wspaniale, ma ładny głos, mówi po polsku i wszyscy bawili się w tym czasie na parkiecie. Na koniec bawił nas DJ – nie wiem jak się nazywał, ale tak samo grał świetnie.
Gdyby tak było zorganizowane wesele tydzień temu pewnie nie wyszłabym do rana……….