Przedłużony weekend, czwartek-niedziela, to wystarczający czas na krótki wypad gdzieś blisko w Europie. Krótki lot, łatwa organizacja, przyjemny czas, o ile pogoda dopisuje. A nawet jak pada – parasol i w drogę:)
Tym razem Budapeszt, ponownie, dla mnie trzeci raz i za każdym razem tak samo podoba mi się miasto, ludzie, jedzenie. Niektórzy mówią, że nie pojadą, dopóki rządzi Orban. No cóż, Orban swoje, mieszkańcy swoje, stolica kwitnie i się rozbudowuje. Przez ostatnie 6 lat widzę różnicę. Jest mnóstwo wyremontowanych budynków, kamienic, powstały nowe muzea, parki są doprowadzane do porządku. Jedyne z czym władza sobie nie radzi (z tego co widzą turyści), to bezdomni w centrum miasta.
Starałam się robić zdjęcia kolejnym nowym aparatem, który tym razem chyba będzie ze mną na dłużej, bo to maleńki, mega mocny kompakt Leica D-Lux 8. Absolutna bomba, zdjęcia robi szybko, są niesamowicie ostre, kolory ma typowe dla marki. Nie poprawiam ich, stąd widać różnice z cukierkowymi zdjęciami z Iphone. Przy powiększeniu jednak zdjęcia z Iphone są rozpikselowane, a z Leica nie tracą nic na ostrości. Jednak zdjęcia telefonem robi się łatwiej, tryb szerokiego widoku jest przydatny, natychmiastowa korekta i możliwość publikacji na media społecznościowe też powoduje, że w pierwszej kolejności sięgam po Iphone.

Lot Wizzair z Warszawy z Chopina jest bardzo krótki, chyba 1,15. Dojazd z lotniska do centrum miasta taksówką, wysłaną przez hotel, pół godziny i 38 euro, ale spokojnie można pojechać autobusem. Hotel Memories, który znalazłam na Bookingu miał sensowną cenę za bardzo dobre (choć małe) pokoje w doskonałej lokalizacji. Okna były wyciszone, dzięki czemu hałas z ulicy nie przeszkadzał ani dniem ani nocą – to w siódmej dzielnicy ma znaczenie. Rezerwowanie śniadań w hotelu nie ma większego sensu, bo w tej dzielnicy knajpy śniadaniowe są co krok.

Na mapie Google oznaczyłam sobie masę miejsc do zobaczenia, oczywiście nie da się w niecałe 3 dni tego wszystkiego zobaczyć, nawet nie ma po co. Lepiej cieszyć się spacerami, knajpkami, widokami. Ale nowo wybudowany Dom Muzyki Węgierskiej polecam w 100%.

Ten wpis pewnie tradycyjnie będzie zawierał zbyt dużo zdjęć, jednak to samo zrobiłam 6 lat temu, a w tym roku przygotowując się do wyjazdu zajrzałam do wpisu i wróciłam do wielu miejsc, które widziałam wtedy: Budapeszt 2016.
Zdjęcia z Leica, oczywiście z niewiadomego mi powodu układają się kolejności odwrotnej do zwiedzania, ale trudno.
Parlament Budapeszcie, wielki, rozbudowany wprost proporcjonalnie do węgierskiej demokracji…






Kolejka na wzgórze Gellerta, miejsce niegdyś owiane złą sławą, najpierw z powodu wiary w sabaty czarownic a potem wysoką przestępczość w okolicy. Teraz na górę można wjechać zbyt drogą kolejką lub wejść pieszo podziwiając panoramę Budapesztu.







Dunaj po wysokiej fali i w pochmurny dzień jest szaro-brązowy i nie zachęcający do niczego:





Ten budynek w 2016 roku był w trakcie czyszczenia elewacji:

Żółte taksówki, jak w Nowym Jorku, niezmiennie mnie fascynują. Jednak jeździ już dużo uberów czy innych, nie oznakowanych taksówek.



Ależ nas wywiało na tym zabytkowym moście!


To by było na tyle zdjęć z Leica, które wklejam. Pora na Iphone i pierwszy słoneczny dzień, czwartek 26 września oraz Budapeszt nocą:)







Niezłe zdjęcie! Wyglądam jakbym była naprawdę bardzo szczupła:)




Pierwszym miejscem, do którego nocą kierują się turyści, młodzi i starzy jest kultowy Szimpla Kert. W 2016 tylko tam zajrzałyśmy przelotem z przyjaciółkami, a tym razem z mężem spędzaliśmy tam prawie każdy wieczór na gin&tonic i piwie. Tradycyjnie na moich zdjęciach nie ma wielu ludzi, ale tam było naprawdę tłumnie i im później, tym więcej ludzi. Poznaliśmy przemiłych młodych Meksykanów, którzy byli w trakcie wycieczki pociągiem od miasta do miasta w Europie.








Starałam się nie zmniejszać za bardzo jakości zdjęć, ale do wpisu na blogu trzeba, więc ziarno jest baaardzo widoczne.
Tuż obok Szimpla Kert jest cała masa knajpek z pysznym jedzeniem oraz street foody jak Karavan Street Food. Tradycyjne i mniej tradycyjne Langosze, burgery i inne pyszności można zjeść smacznie na świeżym powietrzu za rozsądne pieniądze.






Okolice w siódmej dzielnicy Budapesztu pełne są knajpek, barów na świeżym powietrzu, murali, ludzi generalnie:)




A to są zdjęcia z pasażu Gozsdu, o ile nie mylę nazwy.










I kolejne miejsca z okolicy:






W tym samym miejscu za dnia jest coś, co można nazwać „pchlim targiem” Ale, kto poszukuje dobrej kawy to znajdzie portugalską kafejkę Lisboa Pastry&Bakery🙂



Spacery po mieście, dzielnica luksusu:)




Węgry długo podczas II wojny światowej były faszystowskie, ale jak i do nich Niemcy się zabrali, to od razu z rozmachem, na raz 500 tysięcy Żydów zostało wywiezionych do obozów koncentracyjnych. To miejsce: buty nad brzegiem Dunaju od niedawna upamiętnia tę historię. Ich właściciele mieli tylko iść do kąpieli….



Parlament z Iphone:

Widok na Budę czy na Pest? Mylą mi się…






To były zdjęcia z czwartku i piątku. Sobota była deszczowa i spędziłam ją pod parasolem. Koleżanka z liceum, która tutaj mieszka, odkąd wyszła za Węgra a potem urodziła trójkę dzieci, powiedziała, że koniecznie muszę iść do nowego Muzeum Muzyki Węgierskiej. I poszłam! Ale to tak daleko, że naprawdę lepiej jechać metrem, przynajmniej w deszczowy dzień:)

Więc metrem wróciłam:) Ale po drodze aleja Andrassy robi wrażenie, ze swoimi kamienicami i salonami światowych marek. Nie ma ich w Warszawie tak wielkich, blisko siebie i luksusowo pokazanych!




Opera Narodowa odbija się w witrynach Gucci.


A na wprost Opery słynny hotel W, otwarty w wyremontowanym budynku po szkole baletowej:

Wyremontowane kamienice, obok tych, które na remont czekają:

Metro, zupełnie jak w Paryżu:


Bilety można kupić w automatach w metrze albo przed wejściami do metra. Płatność kartą, bez problemu. Bilet trzeba skasować przed wejściem do wagonu:

Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie, tuż przy Placu Bohaterów i odnowionym parku.



Weszłam tylko do holu, ogrzać się po długim spacerze w deszczu gdyż cel mojej wycieczki był inny: Magyar Zene Háza. Nowe muzeum wypełnione muzyką i jej historią z regionu.











Po wyjściu z muzeum wciąż padało. Szłam w kierunku metra, a po drodze jest nieczynne obecnie Muzeum Etnograficzne. Teren dookoła jest zielony i można wejść na dach z widokiem na miasto, pełnym zieleni. Jak nasz warszawski BUW.






Wieczorem spotkaliśmy się pod Opera z Asią i jej mężem oraz najmłodszym synkiem, w apartamencie w zabytkowej kamienicy, w biurze Thomasa prawie na wprost opery. Robiło wrażenie! A potem zajrzeliśmy do: hotel W Budapeszt






W niedzielę rano wczesna taksówka na lotnisko, lot do Warszawy i już o 11 spacer z psami 🙂
Jeszcze dorzucam kilka fotek zrobionych przez Zbyszka aparatem Fuji, który zaskakująco często nie łapał ostrości albo nie tam gdzie to było planowane. Taki ma szybki autofocus, ale w myślach nie czyta:)





Dobranoc:)