Tak naprawdę to po brzydkim wrześniu nastał piękny październik i w sumie całkiem ładny listopad. Nie można narzekać. Dopiero dziś temperatura spadła prawie do zera, ale większość dnia świeciło piękne słońce. 

W pracy dzień goni dzień, nie nadążam. Temat za tematem, trochę pożarów, nie jest lekko. Nie jesteśmy sami na rynku, a tort jest de facto jeden, rozrywany i szarpany na strzępy. Na wszystkich zajęciach w szkole i na studiach pakuje się ludziom do głowy, ze podstawowym celem firmy jest generowanie zysku, bo sam obrót towarem go nie zapewnia. No cóż, branża instalacyjno-sanitarna chyba nie umie liczyć. Czasem się zastanawiam gdzie jest dno i gdy mam wrażenie że już je osiągnęliśmy, nagle okazuje się, że ceny dla klienta końcowego mogą być jeszcze niższe. Firmy oddają potencjalne bonusy sprzedając poniżej ceny zakupu. 

Jeszcze do czasu, gdy urzędy skarbowe traktowały to jako szkodę dla państwa – przecież im niższa cena sprzedaży tym niższy podatek odprowadzony do US, to firmy jakoś się pilnowały. Jednak gdy liczy się, aby ogólny wynik był na plusie – hulaj dusza, piekła nie ma. 

A jeszcze dołożył się do tego internet i UOKiK. Iluż znam handlowców, którzy stracili pracę i nie mając innego pomysłu na siebie założyli sklep internetowy. Walka zaczęła być coraz szybsza, jak jeden opuści o złotówkę, to drugi o kolejną itd, aż doszło do tego że nawet sklepy internetowe zarabiają tylko…na koszcie przesyłki! Oczywiście niektóre chwalą się, że w mixie są na plusie (ale i to nie zawsze). 

A nie mógłby jeden głupek z drugim być po całości na plusie? Czy to naprawdę o to chodzi, żeby firmy, które inwestują w ekspozycje, szkolenie sprzedawców, klientów, w stan magazynowy i dostępność towaru, transport itd. były niekonkurencyjne z takim właścicielem sklepu internetowego, który tylko sprawnie działa na Allegro i na Ceneo, a magazyn ma w garażu przy domu? A często nawet i nie ma, bo hurtownia może wysłać towar prosto do detalisty. 

UOKiK zabrania komukolwiek ingerować w cenę sprzedaży. No i mamy to co mamy. Producent z cała swoją maszynerią i marketingiem nie ma wpływu na to, że jedna czy druga firma zaniża cenę jego produktów. Może mu się to nie podobać, ale nic nie może zrobić. Z drugiej strony – czasem nawet nie chce. Przecież premie są od ilości sztuk, które zeszły z produkcji. 

Kiedyś kupowało się wszystko netto-netto. Potem, a to skonto, a to bonus za duży zakup, a to bonus za obrót w kwartale, a to roczny. Plan był taki, że te bonusy zostaną w firmach. Tak miało być, ale po co firmie w takim Przemyślu czy Zielonej Górze duże zyski? Jeszcze się ktoś zainteresuje. Więc oddają w rynek, głównie do sklepów internetowych, bo te są w stanie zrobić wolumen. 

Uderza to rykoszetem we wszystkich. 

Instalator przychodzi na budowę, a tam kocioł już czeka. Przyjechał spod Szczecina, o wiele taniej niż może sprzedać hurtownia w Warszawie. 

Taak….ale za jakiś czas instalatorzy i detaliści spod Szczecina i Przemyśla też się nauczą w sklepie internetowym kupować….I tak sobie te kotły będą krążyć spedycją po kraju……zależy gdzie będzie taniej. 

Ciekawe, że sprzęt sportowy w każdym sklepie ma taką samą cenę. 
Parę innych grup produktowych również znalazłam ze “stabilnymi” cenami i rabatami. 

A u nas rozpiętość cen na stelażu czy misce wiszącej potrafi być rzędu 300 złotych. Nie ma dziwne, że klient jak przyjdzie do salonu to potrafi wyzwać sprzedawcę od złodziei i oszustów. Nie wie tylko, że miska nazywa się tak samo, ale nie wyjechała z fabryki w Polsce, ale z hurtowni w Hiszpanii. Stelaż wjechał z Niemiec, nie ma gwarancji. Tylko, czy to dla klienta w dobie kryzysu (mimo wszystko) ma znaczenie? Pewnie nie. 

Ale po co w ogóle przyszedł do sklepu czy salonu? Bo chciał OBEJRZEĆ. Za jakiś czas będzie mu coraz trudniej obejrzeć, bo ekspozycje się kurczą. W sklepach sieciowych w dużej mierze są produkty marek własnych, no-name. Niektóre całkiem niezłe, inne niekoniecznie. 

Drugą sprawą są przepisy o odzyskiwaniu należności za sprzedany na termin towar. Nie chce mi się pisać o tym. Wystarczy wiedzieć, że manager u dewelopera główną premię ma od zysków na kontrakcie. A te najłatwiej osiągnąć nie płacąc wykonawcy, bo ma małą siłę przebicia, zwleka z pójściem do sądu, nie zna się, podpisuje wszystko byle tylko robotę dostać. Nawet podpisze weksel, żeby kupić towar…… I tak nam emigracja rośnie. Pełno w Anglii, Szwecji, Francji, Niemczech różnych wykonawców, którzy stąd uciekli przed komornikiem. A deweloper reklamuje się na całe miasto jaką to ma piękną inwestycję dla Kowalskiego. 

Długo by opowiadać. I tak za dużo napisałam.